środa, 20 stycznia 2016

Daniel Domoradzki oczyszczony z zarzutów

Był początek 2014 roku. Roku, w którym odbywały się wybory samorządowe. Choć do rozpoczęcia kampanii wyborczej pozostawało jeszcze kilka miesięcy, w Wydminach już powoli widać było przedwyborczą gorączkę. Wójt Radosław Król już szykował się do wyborów.
Tymczasem o popełnienie czynu zabronionego zostaje oskarżony jeden z głównych politycznych przeciwników Radosława Króla, wymieniany przez wiele osób jako ewentualny kandydat opozycji w wyborach na wójta gminy Wydminy - Daniel Domoradzki.
Ówczesny prezes spółki komunalnej Grzegorz Sobotka, jeden z liderów Polskiego Stronnictwa Ludowego w powiecie piskim, oskarża mnie o zniszczenie mienia tejże spółki. Próbuje zrobić wszystko, aby postawić mi zarzuty o popełnienie przestępstwa. Do kampanii przeciwko mnie niebawem włącza się opłacana z gminnej kasy "Gazeta Giżycka" (prenumeraty, ogłoszenia, boks informacyjny) oraz Stowarzyszenie Przyjaciół Sucholasek "Teraz Sucholaski", które nawet nie ukrywało, że popiera Radosława Króla.
O rzekomej sprawie nie dowiedziałem się z Policji czy od Prezesa Sobotki, ale od redaktora "Gazety Giżyckiej". Postępowanie wyjaśniające prowadzi Komenda Powiatowa Policji w Giżycku, na czele której stoi Komendant Andrzej Mazurek, na którego złożyłem wcześniej skargę do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Olsztynie w związku z próbami inwigilacji mojej osoby przez jednego z funkcjonariuszy KPP w Giżycku, a prywatnie małżonka sekretarz gminy, której szefem jest wspomniany wcześniej wójt gminy Wydminy. To ten sam Komendant Mazurek, o którego "standardach" na blogu pisałem przypominając historię filmu "Układ zamknięty". Dziś mogę powiedzieć, że faktycznie czuje się jak bohater filmu tego rodzaju.
Przez miesiące nie byłem informowany o tym, czy sprawa została wszczęta czy została umorzona. W październiku 2014 r. dowiaduje się PISEMNIE, że Policja w Giżycku zarzuciła mi zniszczenie mienia na szkodę Grzegorza Sobotki. Nie zostałem nawet wezwany na przesłuchanie. Policja chciała wszystko załatwić zaocznie. To są dopiero "standardy" demokratycznego państwa prawnego!

Po tym, gdy sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Giżycku, dowiedziałem się z akt sprawy, że nie ma żadnego obiektywnego dowodu przeciwko mnie. Nie zabezpieczono żadnych śladów, odcisków, danych świadczących o moim sprawstwie. Całe postępowanie było prowadzone z góry postawioną tezą - winny ma być Domoradzki. W aktach sprawy znalazły się nawet materiały, które nie mogą zostać uznane za dowód, ponieważ został zebrany z naruszeniem prawa. Cel był wiadomy - wyeliminowanie Domoradzkiego z gminnego życia politycznego przed wyborami samorządowymi.
Proszę sobie wyobrazić, że w sprawie nie pojawiły się, można powiedzieć, dowody, które powinny być pierwszorzędne w sprawie - czyli rzekomo zniszczona tablica i parapet okienny. Niczego takiego tam nie było. Oskarżenie zostało oparte na wątpliwych zeznaniach świadków. Jeden z nich jest synem urzędniczki na kierowniczym stanowisku w Urzędzie Gminy, która czerpie dodatkowy dochód z remontowania i naprawy gminnych samochodów. Przetargu na te zamówienie nie przeprowadzono. Drugi ze świadków w pierwszych miesiącach 2014 roku, dostał zatrudnienie w Urzędzie Gminy, dostał jak w Wydminach już nie raz bywało bez konkursu. Nawiasem tylko przypomnę, że gdy w 2013 r. zgłosiłem się do konkursu na stanowisko urzędnicze, konkurs został unieważniony i następnie ogłoszony kolejny, w którym zmieniono warunki formalne, abym już wystartować nie mógł.
Pozostali świadkowie również byli uzależnieni w sposób bardziej czy mniej pośredni od wójta lub spółki.
Jeden ze świadków na zlecenie Grzegorza Sobotki sporządził (rzecz jasna nie za darmo) nawet kosztorys szkód, który miał posłużyć za dowód w sprawie. Jak sam zeznał został polecony przez jednego z prawników Radosława Króla - Marcina Adamczyka - kandydata PSL na prezydenta Olsztyna w ostatnich wyborach samorządowych. Niestety dla Sobotki, na podstawie przepisów w sprawie o postępowanie o wykroczenie, ani kosztorys, ani zeznania tego świadka, nie mogły posłużyć za dowód w sprawie. Dlaczego? Bo taki kosztorys może sporządzić jedynie biegły sądowy, a nie osoba, której zlecił to podmiot prywatny.

18 stycznia 2016 r. Sąd nie przychylił się do wniosku Policji o ukaranie, czym zostałem oczyszczony z zarzutów. Co prawda, Policja może jeszcze złożyć apelację do Sądu Okręgowego w Olsztynie, ale robiąc to, tylko się ośmieszy. Mam dodatkową satysfakcję, że w procesie broniłem się sam bez korzystania z pomocy obrońcy.

Środowisku politycznemu związanemu z obecnym wójtem po raz kolejny nie udało im się mnie zniszczyć. Dlaczego piszę - po raz kolejny? Ze źródeł zbliżonych do Urzędu Gminy dotarła do mnie informacja, że w 2013 r. sekretarz gminy Alina Romanowicz złożyła na Policji zawiadomienie o rzekomym popełnieniu przeze mnie przestępstwa stalkingu na jej szkodę. Sprawa nawet nie została wszczęta. Ludzie związani z obecnym wójtem wiele razy próbowali mnie zniszczyć, czego kolejnym przykładem mogły być zniesławiające mnie wpisy na forach internetowych, które były pisane w Gminnym Ośrodku Kultury w Wydminach.

Nie brałem udziału w wyborach samorządowych w 2014 roku, ponieważ uważam, że osoby ubiegające się o władzę, powinny być wolne od wszelkiego rodzaju zarzutów. To mnie różni od Radosława Króla czy Marii Doleckiej. Król okazał się fałszerzem dokumentów i aferzystą, a mimo to startował w wyborach. Wciąż też ciążą na nim bardzo poważne zarzuty w "aferze żwirowej" (wyrok w tej sprawie ma zapaść 22 stycznia tego roku). Jako wójt przegrywał już postępowania w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Olsztynie.
Przepraszam wszystkich, których zawiodłem nie biorąc udziału w wyborach i ustępując miejsca Królowi, przez co być może nie dokonała się w naszej gminie (jeszcze) dobra zmiana.

Teraz zamierzam dochodzić odszkodowania i zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych od Grzegorza Sobotki, "Gazety Giżyckiej" oraz autora zniesławiającego mnie artykułu w "GG", Stowarzyszenia Przyjaciół Sucholasek "Teraz Sucholaski" oraz od Aliny Romanowicz (od tej ostatniej za nieprawdziwe zarzuty dotyczące stalkingu).
W przeciwieństwie do moich przeciwników, którzy jak się przekonałem są pełni nienawiści, jestem gotów na polubowne załatwienie sporu i poddanie sprawy mediacji.


Osobiście czuje się ofiarą układu politycznego. Ludzie związani z PSL działali na rzecz skompromitowania mojej osoby, a politycy związani z Platformą Obywatelską, którzy wiedzieli o sprawie, biernie się temu przyglądali, dając na takie działania ciche przyzwolenie.


Na koniec jeszcze zwrócę Państwa uwagę na fakt braku obiektywizmu "Gazety Giżyckiej" oraz Stowarzyszenia Przyjaciół Sucholasek "Teraz Sucholaski". Moja sprawa - sprawa osoby, która nie pełniła funkcji publicznej bardzo interesowała "Giżycką" oraz Stowarzyszenie z Sucholasek. Zabrakło natomiast informacji o "aferze węgorzowej" i związanymi z nią faktami fałszowania dokumentów przez wójta gminy Wydminy oraz skarbnika gminy. Zabrakło także informacji o dokonaniu kradzieży złomu na szkodę jednego z lokalnych przedsiębiorców dokonanej przez radnego Wiesława Derezińskiego wybranego z Komitetu Wyborczego Wyborców Radosława Króla. To są właśnie obiektywne media w lokalnym wydaniu i obiektywizm ludzi związanych z wójtem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz