czwartek, 28 kwietnia 2016

Wacław Strażewicz musi odejść!

W czwartek, 28 kwietnia 2016 r., podczas sesji Rady Powiatu Giżyckiego złożono wniosek o odwołanie Wacława Strażewicza (PSL) z urzędu Starosty Powiatu Giżyckiego. Wniosek podpisało sześcioro radnych, w tym bohaterka antykomunistycznej opozycji i wieloletnia dyrektor giżyckiego szpitala Halina Sarul, przewodnicząca Rady Powiatu Giżyckiego Monika Łępicka-Gij - była wójt gminy Wydminy oraz inny mieszkaniec Wydmin Jan Krysiuk - przewodniczący Komisji Rewizyjnej Rady Powiatu, szef giżyckich struktur Prawa i Sprawiedliwości, a także Lidia Należyty - była burmistrz Rynu.
Radni zarzucają staroście nieprawidłowy nadzór nad działalności szpitala powiatowego w Giżycku i chaos związany z jego funkcjonowaniem.
Odwołanie starosty oznacza odwołanie całego Zarządu Powiatu, w którym oprócz Strażewicza zasiada Mirosław Dariusz Drzażdżewski (PO) - wicestarosta, Henryk Dadełło (PO), Mateusz Sieroński (PSL), Rafał Ciechanowicz (PSL).
Do odwołania Starosty konieczna jest większość 2/3 ustawowego składu Rady Powiatu, w przypadku Powiatu Giżyckiego to 11 radnych. Pod wnioskiem podpisało się sześcioro radnych, co oznacza, że do większości brakuje jeszcze pięciu. Odwołanie Starosty jest bardzo możliwe, ponieważ pod wnioskiem o jego odwołanie podpisali się nie tylko ludzie utożsamiani z dotychczasową opozycją skupieni wokół Haliny Sarul, ale również politycy, których można było zaliczyć do koalicji: Lidia Należyty do Rady weszła, podobnie jak Strażewicz z PSL, a Monika Łępicka-Gij z listy tego samego komitetu, co wicestarosta Drzażdżewski. W moim przekonaniu, wniosek o odwołanie starosty nie jest rozgrywką polityczną, ale próbą rozwiązania trudnej sytuacji szpitala i całego powiatu giżyckiego, o czym świadczy brak podziałów politycznych autorów wniosku, są pod nim podpisy ludzi kojarzonych z PSL, PO i PiS.
Czy tonący szpital zatopi "niezatapialnego Wacława"? Odpowiedź na to pytanie poznamy najprawdopodobniej na najbliższej sesji Rady Powiatu Giżyckiego.
Wacław Strażewicz rządzi powiatem giżyckim od początku jego powstania, czyli od 1 stycznia 1999 r. Przez cały ten okres był starostą, z wyjątkiem kadencji 2010-2014, kiedy to z Mirosławem Dariuszem Drzażdżewskim zamienili się stołkami.

piątek, 8 kwietnia 2016

Rada Gminy Wydminy jednak po stronie komunistycznych oprawców

W marcu informowałem, że złożyłem wniosek o zmianę nazwy ulicy 40-lecia PRL w Wydminach.
Przewodnicząca Rady Gminy Wydminy Grażyna Plato poinformowała, że Rada Gminy Wydminy nie zajmie się sprawą dekomunizacji ulicy 40-lecia PRL w Wydminach, ponieważ mieszkańcy tej ulicy są temu przeciwni. Rozumiem, że konsultacje w tej sprawie Grażyna Plato przeprowadziła z najbardziej znaną mieszkanką tej ulicy - Marią Dolecką - zastępcą wójta gminy Wydminy, w przeszłości kandydatką Sojuszu Lewicy Demokratycznej (poprzedniczki Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej) do Rady Powiatu Giżyckiego.
Taka postawa Rady Gminy Wydminy pokazuje jasno, że większość w Radzie Gminy nie chce zerwać z gloryfikowaniem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
Tym samym warto zaznaczyć, że władze gminy Wydminy są obłudne, ponieważ z jednej strony czczą Żołnierzy Wyklętych, którzy ginęli z rąk funkcjonariuszy PRL, a z drugiej upamiętniają system komunistyczny, z którym Żołnierzy Wyklęci walczyli.
Moim zdaniem, postawa władz gminy Wydminy w stosunku do Żołnierzy Wyklętych nie jest autentyczna, a ma na celu zbicie kapitału politycznego. Wydaje się, że to tylko cyniczna gra lokalnych polityków, dla których najważniejsza jest popularność, a coś takiego jak IDEA czy WYŻSZE CELE są im obce.

Rada Gminy Wydminy swoją postawą udowodniła, że w rzeczywistości stoi po stronie komunistycznych oprawców (to system PRL odpowiada za zbrodnie stalinowskie, prześladowania Kościoła katolickiego, masakrę Poznańskiego Czerwca w 1956 r., masakrę na Wybrzeżu w 1970 r., masakrę Radomia i Ursusa w 1976 r., za ofiary stanu wojennego, za masakrę robotników w Kopalni "Wujek" w Katowicach, za zabójstwo Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki, za kampanię antysemicką w 1968 r., za cierpienia wielu córek i synów Narodu Polskiego).

Jarosław Kaczyński swego czasu powiedział: "My stoimy tu gdzie wtedy, oni tam gdzie stało ZOMO". Rada Gminy Wydminy najwyraźniej ustawiła się w jednym szeregu z zomowcami.

Jezus w Ewangelii wg św. Mateusza (Mt 6,19) powiedział, że nie można służyć Bogu i Mamonie, a radni z Wydmin tacy właśnie chcą być - służyć i Bogu i Mamonie, tj. i antykomunistom, i komunistom. Tak się nie da. Dobrze, że pokazaliście, kim naprawdę jesteście i co sobą reprezentujecie. Mój wniosek miał przede wszystkim na celu pokazanie prawdziwej twarzy wydmińskiej władzy. Przykro to pisać, ale w moim odczuciu fałsz wylewa się z ich decyzji. Niestety, drodzy mieszkańcy Gminy Wydminy - takich macie reprezentantów. Cieszę się, że to nie są moi reprezentanci, bo bym się spalił ze wstydu.


wtorek, 1 marca 2016

Uhonorujmy wieloletniego proboszcza, zmieńby haniebną nazwę ulicy

Daniel Domoradzki
Do:
Rada Gminy Wydminy

za pośrednictwem

Przewodniczącego Rady Gminy Wydminy

 

WNIOSEK

Na podstawie art. 242 § 1 w zw. z art. 241 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. Kodeks postępowania administracyjnego (t. j. Dz. U. z 2016 r., poz. 23, dalej k.p.a.) składam wniosek o zmianę nazwy ul. 40-lecia PRL w Wydminach na ulicę Księdza Prałata Stanisława Nowaka.

Uzasadnienie

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej daje każdemu obywatelowi Rzeczypospolitej prawo składania skarg i wniosków do organów administracji publicznej. Katalog spraw, które są objęte wnioskiem jest katalogiem otwartym, na co wskazuje zwrot „w szczególności” użyty w art. 241 k.p.a.

Zgodnie z art. 18 ust. 2 pkt 13) ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (t. j. Dz. U. z 2015 r., poz. 1515 ze zm.) do wyłącznej właściwości rady gminy należy podejmowanie uchwał w sprawach nazw ulic będących drogami publicznymi.

Mając na uwadze powyższe, właściwym organem administracji publicznej do rozpatrzenia niniejszego wniosku jest Rada Gminy Wydminy.

Ksiądz Prałat Stanisław Antoni Nowak urodził się 31 marca 1929 r. w Pierowej Woli z rodziców Aleksandra i Bronisławy z domu Dudkowskiej. W czasie okupacji hitlerowskiej pracował w gospodarstwie rolnym rodziców. W 1943 r. zmarła jego matka Bronisława, a w 1945 r. ojciec Aleksander. Mając zaledwie 16 lat młody Staś został sierotą. Po wojnie kontynuował rozpoczętą jeszcze w II RP naukę w szkole powszechnej, a następnie w Zawodowym Gimnazjum w Krośniewicach. W 1948 r. wstąpił do Niższego Seminarium Duchownego Księży Pallotynów w Chełmie. Po zdanej maturze, w 1951 r., wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego „Hosianum” w Olsztynie. 24 czerwca 1956 r. otrzymał w Konkatedrze św. Jakuba w Olsztynie święcenia kapłańskie z rąk biskupa pomocniczego podlaskiego Mariana Jankowskiego. Pracował jako wikariusz w Parafii św. Mikołaja w Elblągu. W roku 1961 objął probostwo Parafii w Wiśniowie Ełckim (gm. Prostki), by po trzech latach zostać proboszczem Parafii w podolsztyńskich Klewkach i prokuratorem Warmińskiego Seminarium Duchownego w Olsztynie oraz prokuratorem Kurii Biskupiej Diecezji Warmińskiej. W 1972 r. otrzymał tytuł kanonika honorowego Warmińskiej Kapituły Katedralnej we Fromborku. Od 22 czerwca 1976 r. sprawował funkcję administratora, a następnie proboszcza Parafii Chrystusa Zbawiciela w Wydminach. Misję swą pełnił aż do roku 2002, kiedy to przeszedł na emeryturę.

Ksiądz Stanisław Nowak pełnił także funkcje delegata biskupiego ds. ekonomicznych w Wyższym Seminarium Duchownym Diecezji Ełckiej, członka Komisji ds. Struktur Diecezjalnych I Synodu Ełckiego. 25 lutego 1994 r. otrzymał godność kapelana honorowego Jego Świątobliwości.

Zmarł 15 września 2010 r. w Lidzbarku Warmińskim po długiej i ciężkiej chorobie. Został pochowany na Cmentarzu Komunalnym w Mazuchówce.

Ksiądz Stanisław Nowak to jedna z najwybitniejszych postaci związanych z gminą Wydminy. Osoba będąca wspaniałym duszpasterzem, gospodarzem i przyjacielem swoich parafian. O jego zasługach najlepiej zaświadczyli sami mieszkańcy gminy Wydminy tłumnie przybywając na Jego uroczystości pogrzebowe. Wydminy zasługują na to, aby jedna z wydmińskich ulic nosiła Jego imię.

Uzasadnieniem dla zmiany nazwy ul. 40-lecia PRL jest poza tym fakt, że Polska Rzeczpospolita Ludowa była państwem totalitarnym wyznającym idee komunistyczne, a ustrój tego państwa został narzucony przez inne państwo totalitarne, jakim był Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Art. 13 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stanowi, iż zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa. Konstytucja RP zrównuje więc ze sobą nazizm, faszyzm i komunizm, dając wyraz swojej dezaprobacie dla wszystkich ustrojów totalitarnych. Art. 256 Kodeksu karnego również penalizuje propagowanie ustroju faszystowskiego lub innego ustroju totalitarnego.

Kolejnym argumentem za usunięciem z przestrzeni publicznej Wydmin haniebnej nazwy tej ulicy jest uchwała Senatu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 19 lutego 2016 r. w sprawie wniesienia do Sejmu projektu ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej. Ustawa ta po jej uchwaleniu i wejściu w życie będzie nakładała na samorządy zakaz nadawania nazw ulicom propagującym słusznie miniony system. Art. 1 ust. 2 projektu ustawy zakłada, że za propagujące komunizm uważa się także nazwy odwołujące się do osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących represyjny, autorytarny i niesuwerenny system władzy w Polsce w latach 1944–1989. Ulica 40-lecia PRL z całą pewnością mieści się w tym katalogu. Dobrze dzieje się, że 27 lat pod upadku komunizmu Państwo Polskie rozpoczyna proces dekomunizacji przestrzeni publicznej.

Przypomnę, że w zeszłej kadencji Rady Gminy Wydminy i Wójta Gminy Wydminy (2010-2014) złożyłem w imieniu organizacji, którą wówczas reprezentowałem, tożsamy wniosek. Do pisma przewodniego został załączony projekt uchwały, którego jestem autorem. W tym miejscu wyrażam zgodę na wykorzystanie moich praw autorskich do tego projektu celem podjęcia uchwały w sprawie zmiany nazwy ulicy 40-lecia PRL w Wydminach i nadania jej nazwy ulicy Księdza Prałata Stanisława Nowaka. W tym miejscu przypomnę, że przeciwko temu projektowi wypowiadali się radni poprzedniej i obecnej kadencji Ryszard Żygieło i Roman Paluch. Za pozostawieniem nazwy ulicy 40-lecia PRL opowiadał się także Radosław K. wykonujący funkcję wójta gminy Wydminy mówiąc, że PRL jest elementem naszej historii. Żywię nadzieje, że osoby te zmieniły zdanie, zwłaszcza, że i tak nastąpi obligatoryjna kasacja nazwy tej ulicy. Myślę, że gmina Wydminy sama powinna rozliczyć się z historią i skasować haniebną nazwę nadaną przez ludową władzę Wydmin w latach 80. niż być do tego zmuszonym na drodze ustawowej. Swoją drogą obłudne jest czczenie przez władze gminy Żołnierzy Wyklętych, którzy walczyli z Polską Ludową i systemem komunistycznym, który PRL wyznawała, i jednocześnie propagowanie idei Żołnierzom Wyklętym wrogiej poprzez pozostawienie gloryfikacji PRL przejawiającej się w upamiętnieniu nazwy jednej z wydmińskich ulic.

Przypominam, iż zgodnie z art. 244 § 1 w zw. z art. 237 § 1 k.p.a. Rada Gminy Wydminy ma obowiązek rozpatrzeć wniosek bez zbędnej zwłoki nie później niż w ciągu miesiąca. Niezałatwienie wniosku w terminie skutkuje bezczynnością (art. 244 § 1 w zw. z art. 237 § 4 w zw. z art. 37 k.p.a.). W związku z tym, wnoszę o rozpatrzenie wniosku na najbliższej sesji Rady Gminy Wydminy.

Jednocześnie wzywam inne osoby, grupy i organizacje, którym zależy na niegloryfikowaniu poprzedniego systemu o poparcie mojego wniosku.

Do radnych zaś apeluję, aby jasno opowiedzieli się po której są stronie: komunistycznych oprawców czy ofiar PRL-u.
/-/
Daniel Domoradzki

Wniosek został przesłany do wiadomości Wojewody Warmińsko-Mazurskiego Artura Chojeckiego oraz Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Łukasza Kamińskiego.

piątek, 22 stycznia 2016

Sąd: Wójt Wydmin Radosław Król częściowo winny, częściowo niewinny

Dzisiaj, tj. 22 stycznia 2016 r., w Sądzie Rejonowym w Giżycku zapadł wyrok w sprawie "afery żwirowej", w której na ławie oskarżonych zasiadł wójt gminy Wydminy Radosław Król.

Sąd uznał Króla za winnego popełnienia części zarzucanych mu czynów i wydał w stosunku do nich wyrok warunkowo umarzający postępowanie karne wyznaczając okres próby na 1 rok oraz nawiązkę na rzecz Skarbu Państwa w wysokości 2,5 tys. zł, którą będzie musiał zapłacić. Sąd uniewinnił Króla od zarzutów dotyczących naruszenia Prawa budowlanego.

Co oznacza ten wyrok, jeśli się uprawomocni?

Po pierwsze, Król nie straci mandatu wójta gminy Wydminy, pomimo tego, że został uznany winnym popełnienia przestępstwa. W 2014 r. w odniesieniu do samorządowców weszły w życie nowe przepisy Kodeksu wyborczego. Do 2014 r. wyrok warunkowo umarzający postępowanie powodował utratę biernego prawa wyborczego i co za tym idzie, utratę funkcji wójta gminy. W poprzedniej kadencji Sejmu, w której większość miała koalicja Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, zmieniono przepisy i od 2014 r. tylko wyrok skazujący na karę pozbawienia wolności skutkuje utratą funkcji w samorządzie terytorialnym.

Po drugie, wyrok ten zostanie wpisany do Krajowego Rejestru Karnego i będzie można mówić o Radosławie Królu, że jest przestępcą bez narażania się na odpowiedzialność karną.

Wyrok nie jest prawomocny i zarówno Radosław Król, jak i Prokuratura mogą się od niego odwołać do Sądu Okręgowego w Olsztynie.

Przypomnę, że w 2009 r. ten sam Sąd i w tym samym składzie osobowym (Sędzia Tomasz Zieliński) za popełnienie podobnego przestępstwa skazał nieżyjącego już wójta gminy Wydminy Tomasza Pieluchowskiego. Dla Pieluchowskiego sąd nie był jednak tak łaskawy i skazał go na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu, co wyeliminowało go nie tylko z polityki, ale i z życia zawodowego nauczyciela. Nie powinny więc dziwić, po porównaniu takich spraw, wyniki sondy SMS w ostatnim programie TVP1 "Debata", z których wynika, że ok. 90% osób biorących w niej udział uznało, że polski wymiar sprawiedliwości nie jest sprawiedliwy.

Osoba honorowa po takim wyroku (w którym została uznana za przestępcę, w przypadku jego uprawomocnienia) powinna zrezygnować z piastowanego stanowiska. Pełnienie funkcji publicznej powinno wiązać się z wyższymi standardami etycznymi i moralnymi.

środa, 20 stycznia 2016

Daniel Domoradzki oczyszczony z zarzutów

Był początek 2014 roku. Roku, w którym odbywały się wybory samorządowe. Choć do rozpoczęcia kampanii wyborczej pozostawało jeszcze kilka miesięcy, w Wydminach już powoli widać było przedwyborczą gorączkę. Wójt Radosław Król już szykował się do wyborów.
Tymczasem o popełnienie czynu zabronionego zostaje oskarżony jeden z głównych politycznych przeciwników Radosława Króla, wymieniany przez wiele osób jako ewentualny kandydat opozycji w wyborach na wójta gminy Wydminy - Daniel Domoradzki.
Ówczesny prezes spółki komunalnej Grzegorz Sobotka, jeden z liderów Polskiego Stronnictwa Ludowego w powiecie piskim, oskarża mnie o zniszczenie mienia tejże spółki. Próbuje zrobić wszystko, aby postawić mi zarzuty o popełnienie przestępstwa. Do kampanii przeciwko mnie niebawem włącza się opłacana z gminnej kasy "Gazeta Giżycka" (prenumeraty, ogłoszenia, boks informacyjny) oraz Stowarzyszenie Przyjaciół Sucholasek "Teraz Sucholaski", które nawet nie ukrywało, że popiera Radosława Króla.
O rzekomej sprawie nie dowiedziałem się z Policji czy od Prezesa Sobotki, ale od redaktora "Gazety Giżyckiej". Postępowanie wyjaśniające prowadzi Komenda Powiatowa Policji w Giżycku, na czele której stoi Komendant Andrzej Mazurek, na którego złożyłem wcześniej skargę do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Olsztynie w związku z próbami inwigilacji mojej osoby przez jednego z funkcjonariuszy KPP w Giżycku, a prywatnie małżonka sekretarz gminy, której szefem jest wspomniany wcześniej wójt gminy Wydminy. To ten sam Komendant Mazurek, o którego "standardach" na blogu pisałem przypominając historię filmu "Układ zamknięty". Dziś mogę powiedzieć, że faktycznie czuje się jak bohater filmu tego rodzaju.
Przez miesiące nie byłem informowany o tym, czy sprawa została wszczęta czy została umorzona. W październiku 2014 r. dowiaduje się PISEMNIE, że Policja w Giżycku zarzuciła mi zniszczenie mienia na szkodę Grzegorza Sobotki. Nie zostałem nawet wezwany na przesłuchanie. Policja chciała wszystko załatwić zaocznie. To są dopiero "standardy" demokratycznego państwa prawnego!

Po tym, gdy sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Giżycku, dowiedziałem się z akt sprawy, że nie ma żadnego obiektywnego dowodu przeciwko mnie. Nie zabezpieczono żadnych śladów, odcisków, danych świadczących o moim sprawstwie. Całe postępowanie było prowadzone z góry postawioną tezą - winny ma być Domoradzki. W aktach sprawy znalazły się nawet materiały, które nie mogą zostać uznane za dowód, ponieważ został zebrany z naruszeniem prawa. Cel był wiadomy - wyeliminowanie Domoradzkiego z gminnego życia politycznego przed wyborami samorządowymi.
Proszę sobie wyobrazić, że w sprawie nie pojawiły się, można powiedzieć, dowody, które powinny być pierwszorzędne w sprawie - czyli rzekomo zniszczona tablica i parapet okienny. Niczego takiego tam nie było. Oskarżenie zostało oparte na wątpliwych zeznaniach świadków. Jeden z nich jest synem urzędniczki na kierowniczym stanowisku w Urzędzie Gminy, która czerpie dodatkowy dochód z remontowania i naprawy gminnych samochodów. Przetargu na te zamówienie nie przeprowadzono. Drugi ze świadków w pierwszych miesiącach 2014 roku, dostał zatrudnienie w Urzędzie Gminy, dostał jak w Wydminach już nie raz bywało bez konkursu. Nawiasem tylko przypomnę, że gdy w 2013 r. zgłosiłem się do konkursu na stanowisko urzędnicze, konkurs został unieważniony i następnie ogłoszony kolejny, w którym zmieniono warunki formalne, abym już wystartować nie mógł.
Pozostali świadkowie również byli uzależnieni w sposób bardziej czy mniej pośredni od wójta lub spółki.
Jeden ze świadków na zlecenie Grzegorza Sobotki sporządził (rzecz jasna nie za darmo) nawet kosztorys szkód, który miał posłużyć za dowód w sprawie. Jak sam zeznał został polecony przez jednego z prawników Radosława Króla - Marcina Adamczyka - kandydata PSL na prezydenta Olsztyna w ostatnich wyborach samorządowych. Niestety dla Sobotki, na podstawie przepisów w sprawie o postępowanie o wykroczenie, ani kosztorys, ani zeznania tego świadka, nie mogły posłużyć za dowód w sprawie. Dlaczego? Bo taki kosztorys może sporządzić jedynie biegły sądowy, a nie osoba, której zlecił to podmiot prywatny.

18 stycznia 2016 r. Sąd nie przychylił się do wniosku Policji o ukaranie, czym zostałem oczyszczony z zarzutów. Co prawda, Policja może jeszcze złożyć apelację do Sądu Okręgowego w Olsztynie, ale robiąc to, tylko się ośmieszy. Mam dodatkową satysfakcję, że w procesie broniłem się sam bez korzystania z pomocy obrońcy.

Środowisku politycznemu związanemu z obecnym wójtem po raz kolejny nie udało im się mnie zniszczyć. Dlaczego piszę - po raz kolejny? Ze źródeł zbliżonych do Urzędu Gminy dotarła do mnie informacja, że w 2013 r. sekretarz gminy Alina Romanowicz złożyła na Policji zawiadomienie o rzekomym popełnieniu przeze mnie przestępstwa stalkingu na jej szkodę. Sprawa nawet nie została wszczęta. Ludzie związani z obecnym wójtem wiele razy próbowali mnie zniszczyć, czego kolejnym przykładem mogły być zniesławiające mnie wpisy na forach internetowych, które były pisane w Gminnym Ośrodku Kultury w Wydminach.

Nie brałem udziału w wyborach samorządowych w 2014 roku, ponieważ uważam, że osoby ubiegające się o władzę, powinny być wolne od wszelkiego rodzaju zarzutów. To mnie różni od Radosława Króla czy Marii Doleckiej. Król okazał się fałszerzem dokumentów i aferzystą, a mimo to startował w wyborach. Wciąż też ciążą na nim bardzo poważne zarzuty w "aferze żwirowej" (wyrok w tej sprawie ma zapaść 22 stycznia tego roku). Jako wójt przegrywał już postępowania w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Olsztynie.
Przepraszam wszystkich, których zawiodłem nie biorąc udziału w wyborach i ustępując miejsca Królowi, przez co być może nie dokonała się w naszej gminie (jeszcze) dobra zmiana.

Teraz zamierzam dochodzić odszkodowania i zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych od Grzegorza Sobotki, "Gazety Giżyckiej" oraz autora zniesławiającego mnie artykułu w "GG", Stowarzyszenia Przyjaciół Sucholasek "Teraz Sucholaski" oraz od Aliny Romanowicz (od tej ostatniej za nieprawdziwe zarzuty dotyczące stalkingu).
W przeciwieństwie do moich przeciwników, którzy jak się przekonałem są pełni nienawiści, jestem gotów na polubowne załatwienie sporu i poddanie sprawy mediacji.


Osobiście czuje się ofiarą układu politycznego. Ludzie związani z PSL działali na rzecz skompromitowania mojej osoby, a politycy związani z Platformą Obywatelską, którzy wiedzieli o sprawie, biernie się temu przyglądali, dając na takie działania ciche przyzwolenie.


Na koniec jeszcze zwrócę Państwa uwagę na fakt braku obiektywizmu "Gazety Giżyckiej" oraz Stowarzyszenia Przyjaciół Sucholasek "Teraz Sucholaski". Moja sprawa - sprawa osoby, która nie pełniła funkcji publicznej bardzo interesowała "Giżycką" oraz Stowarzyszenie z Sucholasek. Zabrakło natomiast informacji o "aferze węgorzowej" i związanymi z nią faktami fałszowania dokumentów przez wójta gminy Wydminy oraz skarbnika gminy. Zabrakło także informacji o dokonaniu kradzieży złomu na szkodę jednego z lokalnych przedsiębiorców dokonanej przez radnego Wiesława Derezińskiego wybranego z Komitetu Wyborczego Wyborców Radosława Króla. To są właśnie obiektywne media w lokalnym wydaniu i obiektywizm ludzi związanych z wójtem.

środa, 22 października 2014

WSA: starosta giżycki nie miał podstawy prawnej do ustalenia opłaty ryczałtowej za udostępnienie informacji publicznej

30 września 2014 r. w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Olsztynie (sygn. akt II SA/Ol 773/14, opubl. Centralna Baza Orzeczeń Sądów Administracyjnych www.orzeczenia.nsa.gov.pl) zapadł wyrok w sprawie z mojej skargi na zarządzenie nr 18.2012 Starosty Giżyckiego w przedmiocie opłat za udostępnienie informacji publicznej oraz opłat za wydruk akt. WSA w Olsztynie stwierdził nieważność wydanego przez Starostę zarządzenia, jako że zostało ono podjęte bez podstawy prawnej i w sposób nieuprawniony nakładało na podmioty zewnętrzne „cennik” za udostępnienie informacji publicznej.
W marcu 2014 r. zwróciłem się do Starosty Giżyckiego z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej i przesłanie skanu wydanego pozwolenia na budowę pomnika w centrum Wydmin ewentualnie zgłoszenia robót budowlanych oraz dokumentów związanych z budową pomnika we wsi Zelki.
Starosta w odpowiedzi przesłał skan zgłoszenia robót budowlanych informując, iż nie wydano pozwolenia na budowę pomnika we wsi Wydminy. W drugiej części organ pozostawał bezczynny, ale po złożeniu skargi na bezczynność do WSA w tej sprawie, odpowiedział na drugą część wniosku. Jednocześnie zażądał na podstawie wydanego przez siebie w 2012 r. zarządzenia opłaty za udostępnienie informacji publicznej (0,24 zł za stronę skanu, kopii).
Po zapoznaniu się z treścią zarządzenia w obecności sekretarz powiatu Ewy Gudel, uznałem, iż zostało ono wydane bez podstawy prawnej, a starosta wydając zarządzenie działał z rażącym naruszeniem prawa. W związku z powyższym złożyłem Staroście wezwanie do usunięcia naruszenia prawa, które jest koniecznym elementem poprzedzającym złożenie skargi do sądu administracyjnego. Celem wezwania jest wyeliminowanie wadliwego aktu prawnego przez sam organ administracji publicznej bez konieczności ingerencji sądu administracyjnego. Niestety, starosta zlekceważył wezwanie i nie odpowiedział na nie pozostając w stosunku do mojej argumentacji bezczynnym. W związku z tym w terminie przewidzianym przez ustawę o samorządzie powiatowym wywiodłem skargę na ww. zarządzenie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Olsztynie, którą zgodnie z ustawą Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi złożyłem za pośrednictwem skarżonego organu, tj. starosty giżyckiego. W skardze zarzuciłem staroście działanie bez podstawy prawnej, naruszenie art. 2 (zasada demokratycznego państwa prawnego), art. 7 (zasada legalizmu) oraz art. 61 (prawo dostępu do informacji publicznej) Konstytucji RP oraz odpowiednich przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej oraz ustawy o samorządzie powiatowym. Podniosłem jednocześnie, że zarządzenie starosty powinno zostać poddane badaniu jego zgodności z prawem przez organ nadzoru, tj. wojewodę warmińsko-mazurskiego, w trybie art. 79 ustawy o samorządzie powiatowym.
W odpowiedzi Starosta wniósł o odrzucenie, ewentualnie oddalenie skargi. Podniósł tym samym, że zarządzenie starosty jest aktem kierownictwa wewnętrznego i jest skierowany do pracowników Starostwa. Wbrew moim twierdzeniom, starosta uznał, iż jego zarządzenie nie jest aktem generalnym i abstrakcyjnym, a pobieranie opłaty nie stanowi naruszenia Konstytucji ani ustawy o dostępie do informacji publicznej. Starosta stwierdził także, iż ustawa o samorządzie powiatowym do organów powiatu zalicza jedynie radę powiatu i zarząd powiatu.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie przychylił się do mojej argumentacji uznając, iż zarządzenie starosty jest aktem generalnym i abstrakcyjnym, oddziałującym na „zewnątrz” administracji, nakładającym obowiązki na obywateli. Uznał w związku z tym, iż zarządzenie to stanowi odpowiednik uchwały organu powiatu i w związku z tym podlega nadzorowi wojewody oraz kontroli sądowoadministracyjnej. Zdaniem Sądu, przyjęcie innego stanowiska prowadziłoby do złamania postanowień Konstytucji, a mianowicie prawa obywateli do sądu oraz zasady demokratycznego państwa prawnego. Sąd uznał starostę za organ powiatu, wywodząc, że za organ administracji publicznej starostę uznaje Kodeks postępowania administracyjnego. Wynika z tego, iż katalog organów powiatu określony w ustawie o samorządzie powiatowym nie jest katalogiem zamkniętym.
Sąd uznał także, że nazwa aktu prawnego nie może stanowić podstawy do uznania go za akt kierownictwa wewnętrznego. Jak podkreślił Sąd, „To treść aktu, nie zaś jego nazwa pozwalają określić jego cechy”.
Sąd podkreślił także, iż art. 34 ustawy o samorządzie powiatowym podany przez starostę w podstawie prawnej zarządzenia nie może regulować praw i obowiązków obywateli.
W kwestii merytorycznej Sąd uznał, iż starosta działał bez podstawy prawnej ustalając ryczałtowe stawki za dostęp do informacji publicznej. Jednocześnie Sąd potwierdził moje zarzuty dotyczące błędów proceduralnych w nałożeniu opłaty. WSA uznał: „jeżeli w wyniku udostępnienia informacji publicznej na wniosek podmiot obowiązany do udostępnienia ma ponieść dodatkowe koszty związane ze wskazanym we wniosku sposobem udostępnienia lub koniecznością przekształcenia informacji w formę wskazaną we wniosku, podmiot ten może pobrać od wnioskodawcy opłatę w wysokości odpowiadającej tym kosztom. Podmiot, o którym mowa w ust. 1, w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku, powiadomi wnioskodawcę o wysokości opłaty. Udostępnienie informacji zgodnie z wnioskiem następuje po upływie 14 dni od dnia powiadomienia wnioskodawcy, chyba że wnioskodawca dokona w tym terminie zmiany wniosku w zakresie sposobu lub formy udostępnienia informacji albo wycofa wniosek”. Urzędnicy Starostwa złamali postanowienia ustawy, ponieważ nie dokonali czynności przewidzianych przez ustawę, a udzielili informacji i w tym samym piśmie zażądali opłaty. Takie postępowanie na gruncie ustawy o dostępie do informacji publicznej jest niedopuszczalne. Co do opłaty skład orzekający uznał, iż brak jest podstaw do wprowadzenia opłat ryczałtowych – Sąd powołał się przy tym na wyroki innych wojewódzkich sądów administracyjnych i Naczelnego Sądu Administracyjnego. W tym miejscu zaznaczę, że Starosta miał możliwość zreflektować się i uchylić nielegalne zarządzenie, ponieważ w swoich pismach powołałem się na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Olsztynie w sprawie ze skargi byłej przewodniczącej Społecznego Komitetu Obrony Szkoły w Talkach na tożsame przedmiotowo zarządzenie Wójta Gminy Wydminy. Starosta poszedł śladami wójta i poniósł w sądzie porażkę.
Sąd przyznał rację staroście uznając, iż ma prawo ustalenia opłat za wydruk aktów normatywnych, nie był to jednak zarzut podniesiony w skardze, nie kwestionowałem uprawnień starosty w tym zakresie. Sąd uznał jednak, że zarządzenie nie może pozostać w obrocie prawnym ze względu na opisane wcześniej nieprawidłowości i stwierdził nieważność zaskarżonego zarządzenia, z tego względu, że starosta wbrew obowiązkom wynikającym z ustawy o samorządzie powiatowym, nie przesłał wojewodzie warmińsko-mazurskiemu celem kontroli co do zgodności z prawem tegoż zarządzenia, które było aktem generalnym i powszechnie obowiązującym.
Nawiasem mówiąc, pomimo tego, że akt starosty rodził skutki dla obywateli, to nie został opublikowany w Biuletynie Informacji Publicznej Powiatu Giżyckiego.
Z tego względu Sąd uznał, iż zarządzenie nie podlega wykonaniu. Orzekł także na moją rzecz zwrot kosztów wpisu sądowego od skargi (300 zł).
Uważam jednak, że wiedza jaką posiadł starosta, członkowie zarządu powiatu i urzędnicy Starostwa jest dużo cenniejsza. Niestety, starosta giżycki nie chciał wcześniej wykorzystać zdobytej przeze mnie przez lata wiedzy z zakresu nauk prawnych oraz doświadczenia, jakie nabyłem w procedurach administracyjnych i sądowoadministracyjnych w gminie Wydminy.
Urzędnicy Starostwa zaangażowani w sprawę powinni więc podziękować za bezpłatną lekcję prawa samorządowego oraz dostępu do informacji publicznej oraz przeprosić za nielegalne postępowanie.
Dodam, że po wyroku Starosta Mirosław Dariusz Drzażdżewski pogratulował mi wyniku postępowania na portalu społecznościowym Facebook.com.
Cała sprawa uczy, że warto, aby obywatele korzystali z konstytucyjnie im zagwarantowanego prawa do sądu. Jeśli chodzi o sądy administracyjne (w PRL nie było wojewódzkich sądów administracyjnych), to oceniam ich działalność dużo lepiej i bardziej profesjonalnie niż sądów powszechnych, które wielokrotnie orzekały w podobnych sprawach inaczej w stosunku do różnych obywateli.

poniedziałek, 29 września 2014

"...więc teraz pociesz Nas, Panie, i życiem obdarz po śmierci..."

Dzisiaj mijają 3 lata od najsmutniejszego dnia mojego życia. Wówczas straciłem moją jedyną podporę, moją nadzieję i moją powierniczkę. Z każdym dniem tęsknie coraz bardziej. Z jednej strony cieszę się, że nie cierpisz widząc to, co się dzieje. Wiem, że duszą jesteś przy mnie, ale bardzo mi Ciebie brakuję. Wiele razy myślałem o tym, żeby być z Tobą. Być w tej krainie szczęśliwości, bez zła, zawiści i niesprawiedliwości. Tam, gdzie jest Jedyny Sprawiedliwy. Niech się spełni. Bo "być bliżej Ciebie chcę..."